Wpisy archiwalne w kategorii

rowerowanie

Dystans całkowity:1805.50 km (w terenie 468.90 km; 25.97%)
Czas w ruchu:92:59
Średnia prędkość:19.42 km/h
Maksymalna prędkość:46.60 km/h
Suma podjazdów:2230 m
Liczba aktywności:44
Średnio na aktywność:41.03 km i 2h 06m
Więcej statystyk

10.10.10 czyli niedzielne, poobiednie rowerowanie

Niedziela, 10 października 2010 · Komentarze(3)
Kategoria rowerowanie
Dzień zaczął się najgorzej. Zarwałem kilka nocek, żeby zobaczyć jak Kubicy na drugim okrążeniu odpada koło. Żabojady do Afryki!!! Żeby nie umieć przykręcić śrubki - żenua.

Po niedzielnym obiadku rodzinnym postanowiłem trochę pokręcić. Pojechałem sobie na Maciejów do lasu, później pod radiostację, dalej do lasu za Bravo i wróciłem do domu. Miał być wpis w short tripach, ale przez 2 fajne zdjęcia, które udało się pstryknąć i pewnego osobnika w czerwonym Fordzie Focusie, który popiera akcję KIEROWCO CHROŃ JEŻA do tego stopnia, że hamował razem ze mną awaryjnie, postanowiłem zrobił regularny wpis ;). Tuptuś spokojnie przedreptał sobie na drugą stronę ulicy :>.

Po powrocie nażarłem się sernika :P, a teraz idę sprawdzić czy zabrzańską biedronkę odwiedziły promocyjne włochate rogi :).

postój z widokiem


so i listen to the radio...

Letnie hałdowanie

Poniedziałek, 4 października 2010 · Komentarze(3)
Kategoria rowerowanie
Lato, które znów przestawiło się na MODE: ON wyciągnęło mój zadek z domu. Długo to trwało, ponieważ wyruszyłem z bracikiem dopiero o 14. Z naxem, który zmienił plany wyjazdowe spotkałem się w okolicach Polibudy w Zabrzu.

Pojechaliśmy sprawdzić jak sobie jesień pozwala w okolicznych parko-lasach. Muszę przyznać, że gdyby nie trochę ognistych liści leżących na ziemi w ogóle nie zauważyłbym października :P. Najwyżej wrzesień, może sierpień dokładając do tego temperaturę. Na hałdzie skontrolowaliśmy stanowiska ogniskowe. Ostatnie po afterparty dalej widoczne, a wokół niego czekające na spalenie suche patyczki ;). Miejsce ogniskowe na wzgórku ;) w stanie idealnym, kamyczki zabezpieczające są, drewno do spalenia jest, osoby do rozpalenia są, niestety nie było z nami kiełbasy, ale to naprawi się w najbliższym czasie ;p. Dziś też narodziła się idea zrobienia ogniska z okazji pierwszego śniegu oraz z okazji wielkiegooooo śniegu - już na samą myśl dziób się cieszy. Ma się rozumieć na myśl ogniska, a nie śniegu :p.

Po skręceniu filmików i pstryknięciu paru zdjęć udaliśmy się na sk8 park poleżeć sobie trochę w słońcu i zdziabać co mieliśmy w plecakach. Taka pogoda powinna być cały czas - da się żyć i robić sport. Trzeba tylko wcześniej zjeść, żeby ścianki jedzeniowe nie pojawiały się tak szybko :>. Po 20min rozjechaliśmy się do domu.

PS było tak ciepło, że spokojnie można było jeździć w krótkich galotach i koszulce ;).

miejsce w stanie nienaruszonym cały czas czeka ;)


październikowa hałda


Ci zajź na coś patrzą, tym razem była to chyba ciufcia i spychacz ;p


a teraz ja patrzę się na Ciebie! ;>


kolejna uratowana pszczółka do kolekcji (topiła się w wodzie), w nagrodę promyk ;)


nawet trochę jesiennie


ja znany również jako mistrz masta yoda balansuję nad szlamem złomocnym


szlam dobromocny ;)


rowerowy tatuaż


banan i psycholandia ;))

Do dziekanatu i fotolabu

Poniedziałek, 20 września 2010 · Komentarze(3)
Kategoria rowerowanie
Miałbyć wpis w short tripach, ale porobiło się tak, że pojawiły się jakieś kilometry, pojawiły się jakieś zdjęcia, więc wypada, aby pojawił się jakiś tekst.

Późnym rankiem wybrałem się z bracikiem do Gliwic, aby odwiedzić najlepszy dziekanat w tym kraju i załatwić sprawy bieżące. Aby nie jechać banalnie asfaltową Wolności i Chorzowską bryknęliśmy sobie przez maciejowski las i Żerniki. Powrót również lasem, lecz nieco zmienioną trasą. Będąc w domu, dostałem info, że mam do odebrania zdjęcia z foto labu, który jest blisko naxa. To wymusiło próbę spotkania. Niestety pierwsza próba pod Palantem zawiodła i udaliśmy się do domu. Wtedy tez, gdy nax podjechał pod okienko nastąpiła druga, udana. Solidarnie udaliśmy się do Biedronki, po piwko w promocji 1,79zł za 586ml (puszka okocim mocne). Niestety jak się okazało, zapłaciliśmy po 2,65zł od puszki, ale plus taki, że pucha większa. Powinni wprowadzić 1L piwa w cenie 0,5L!! ;) miło się sączy, tak... dłużej, nie ma tego zaskoczenia, że już koniec. Na sk8 parku nax dokonał wymiany klocków, przy której trochę się naprzeklinał ;P, później obejrzeliśmy zdjęcia i po wypiciu piwka udaliśmy się do domu.

Dzień przypomniał jak inaczej (czytaj: dużo lepiej) wyglądają zdjęcia na papierze trzymane w ręce, a nie oglądane na monitorze lcd.

stajnia pod IŚiE


serwis w plenerze


narzędzia: puszka, ciacha i zdjęcia. na przedzie zdjęcie świętej trójcy z kwietnia roku tego :)

Czechowice - kąpiel słoneczna

Piątek, 17 września 2010 · Komentarze(2)
Kategoria rowerowanie
Już w czwartek były chęci na wykorzystanie sprzyjających warunków pogodowych, niestety późniejszy niż zakładany powrót z polibudy pogrzebał plany. Na szczęście na tyle płytko, że w piątek po kolejnej wycieczce do Gliwic mogła nastąpić pełna mobilizacja.

Może nie do końca pełna z uwagi na brak naxa (skubańca), który musiał odmówić wyjazdu na Cześki na rzecz wyjazdu w Tatry ajh :P. Ubrany zupełnie letnio, bo przecież lato ciągle trwa (i powiadam Wam, trwać będzie jeszcze wiele tygodni), udałem się wraz z bracikiem na Czechowice sprawdzić jaka woda ;). Standardowo odbyliśmy walki błotne na Maciejowie, aby zaraz po nich rozpocząć kąpiel słoneczną. W miejscu docelowym rewelacyjnie! Cichosza, kilka osób siedzi na ławkach, nikt nie pływa nikt nie wydziera mordy, można w spokoju rozkoszować się widokami i suszyć mokre plecy w słońcu ;P. Można także pokatować troszkę migawkę w telefonie i porobić trochę zdjęć. W tym czasie można również zjeść bułkę z serem żółtym zrobiona naprędce przed wyjściem (jechałem na samej zupce ;( buu), oraz sznikersa zaczajonego gdzieś w serwisowej reklamówce ;p. Gdy kadry i pokarm się kończą ruszamy w drogę powrotną wybierając inną trasę podczas której od przydrożnego pola udaje mi się zdobyć kolbę kukurydzy :).

Na zakończenie przystajemy jeszcze na sk8 parku, aby pożegnać słońce, które okazało dziś swoją nieprzewidywalną dobroć.

kątem plując


bracia strach ze słonecznych CZECHowic pozdrawiają ludzi dobrej woli ;)


woda jak w lipcu czy sierpniu, czyli zimna ;p


zdjęcie z widokiem


powszechnie znana i lubiana konturówka


kuku-rydz


zachodek


panoramy




2000

Poniedziałek, 13 września 2010 · Komentarze(4)
Kategoria rowerowanie
Wszedłem sobie na BS-a i zobaczyłem, że brakuje mi 13km do 2000 w tym roku. Trochę się wahałem, ale brat dobra rada i powiększające się okno pogodowe zmusiły mnie do szybkiej decyzji.

Wskoczyłem więc na rower i pojechałem do lasu na Maciejów. Spodziewałem się grzybów, zwierzaków, owoców, błota i wody. Trzech pierwszych w większej ilości, dwóch ostatnich w mniejszej :). Parę grzybów udało się znaleźć, niestety wszystkie trujące ;), fauny nie zarejestrowałem. Przyjąłem za to duże dawki błocka i wody, które udało się przyprawić jedną maliną i kilkoma jeżynami :). Jeździło się ciężko, ale jakoś tak miło, dlatego odwiedziłem kilka długo nieodwiedzanych lokacji. 2000km stuknęło przypadkiem w symbolicznym miejscu, gdzie ponad rok temu zrobiłem pierwsze zdjęcie meridki w terenie podczas jazdy testowej.

Po udokumentowaniu tej chwili wróciłem do domu. To był świetny zapachowy dzień na kręcenie. Takie pomieszanie wiosny z jesienią, niestety nie było więcej czasu.

zalany las


jeżyny


powietrze pachnie jak...


strumień płynący w lesie


symboliczne zdjęcie na 2000 :), gdzie w tamtym roku było prawie 0 :P


razem ;)


panoramy


Red Rock Canyon

Wtorek, 7 września 2010 · Komentarze(9)
Kategoria rowerowanie
Od wczoraj wiedziałem, że dziś będzie na mnie czekać prezent w postaci pięknej pogody. Nie wiem za co i od kogo ta nagroda, ale wiem po co ;). Jak dają to biorę i wykorzystuję (zabrzmiało jakbym żubra otwierał :P). W tym przypadku spożytkowanie mogło być tylko jedno... rower.

Od momentu, gdy przeczytałem wpis Daniela na jego blogu w głowie miałem tylko jeden cel do realizacji - odwiedzić czerwone skały. Dzięki bracikowi, który na ostatniej Gliwickiej Masie wypytał Daniela o miejsce, w którym zrobił pewne ładne zdjęcia, wiedzieliśmy gdzie jedziemy.
O 10 wyskoczyłem na rower odebrać zakupy, dzięki czemu mogłem sprawdzić czy da się kręcić w krótkich spodniach. Ocena była pozytywna. Czekając aż słońce wzniesie się wyżej, a bracik skończy rysować w CADzie, umyłem swoją meridke, która skamlała o to od paru tygodni :). O 13 nastąpiło włączenie trybu "braciki mode on the road" i ruszyliśmy w trasę. Droga nie była długa, google maps wyliczyło jedyne 17km. Nie wiedziałem, że w takim zasięgu znajduje się coś o czym nie miałem pojęcia. Po walce z trasą 78, tirami, osobówkami i jednym PH-owcem Duluxa, który czekał na zielone na wahadełku i postanowił zajechać mi drogę znaleźliśmy się w Reptach. Skręciliśmy w las na szlak rowerowy, gdzie nastąpiło zgubienie :). Nie przejęliśmy się tym, ponieważ las oferował bardzo miłe podjazdy i zjazdy, które urozmaicał widokiem niesamowicie ogromnych drzew. Tak sobie jeżdżąc dotarliśmy w znajomy dla mnie teren Dolomitów Sportowej Doliny. Miło, bracik nigdy nie widział tej górki, więc mogliśmy popatrzeć sobie na sesję ślubną pewnej parki na stoku. (jak można przez 10 min robić to samo zdjęcie!!! ;P). Gdy nasze oczy nie mogły już na to patrzeć, a pewien koń zaczął dosłownie turlać się ze śmiechu, ruszyliśmy dalej. Zjazdy, podjazdy, brązowe błotko, pomarańczowe błotko, czerwone błotko, miękkie, płynne, lepkie, ogólnie wszystko czego pragnie/potrzebuje każde kobiece ciało ;P. Udało dotrzeć się na szczyt pewnej hałdki, według wikimapii to właśnie była Red Rock. Jednak według nas i tego co widzieliśmy na zdjęciach gówno prawda :). Po zjedzeniu bananów, ruszyliśmy szukać dalej. Po upływie XX czasu doszliśmy do wniosku, że wracamy, trudno. Ostrzegano nas, że można jeździć obok tego i nie znaleźć, ale kto by w to wierzył, przecież to KANION!!!!! ;>. Kto by pomyślał, że chwilę później staniemy się świadkami i uczestnikami odnalezienia przeznaczonego na ten dzień miejsca. Mijając pewne drewniane schodki bracik rzucił hasło "choć tam wejdziemy i zobaczymy co będzie widać".
Kopary nam opadły, przepiękny widok na nasze Red Rock, a według wikimapii na Wielki Kanion Tarnogórski. Zawróciliśmy, aby znaleźć drogę na sam dół. Dróg było wiele, wiele było też kamorów, małych akwenów, oraz wytworzonych przez płynącą wodę rowów. Dzięki jednemu takiemu prawie poczułem jak smakuje Red Rock. Kto wie, może byłem o milimetry od odkrycia nowej przyprawy :). W końcu osiągnęliśmy dno, chociaż niektórzy twierdzą, że to zdarzenie miało już miejsce jakiś czas temu ;). Na dnie jak to na dnie, czyściuteńka woda, żabki, rybki, kwiatki, kamyczki i wielkie masywy skalne otaczające nas z każdej stron. To wszystko przyprawione błękitnym niebem i gorącymi chlustami słońca. Spędziliśmy w tym miejscu 1,5h, po prostu nie dało się ruszyć, a może dlatego, że to co zjechaliśmy trzeba było teraz wjechać ;p. Udając się w górę odnaleźliśmy miejsce skąd woda się brała, oczywiście brała się z ziemi :P.

Żal było opuszczać to zjawiskowe miejsce, w którym pewnie niejedna kobieta powiedziałaby TAK i niejeden mężczyzna powiedziałby NIE :D , ale zapasy energii pomimo wszamanego banana i sznikersa zmierzały do zera. Nie mając konkretnej trasy na powrót udaliśmy się po prostu w stronę słońca. Jak długo się dało jechaliśmy terenem, co zaowocowało dalszym odkrywaniem ciekawych miejsc. Na trasę wyjechaliśmy w Stolarzowicach, a jadąc przez Helenkę spotkaliśmy w/w Daniela razem z Serafinem ;). Taki zbieg okoliczności. Bardzo udany dzień, wykorzystany jak tylko się dało, i który przypomniał mi jak bardzo lubię jeździć w terenie, a nie po asfalcie.

panoramy











ona jest ze snu, a ubrana w codzienność... :)


DSD z parką na środku


zatrzymanie w obawie przed szwagrem


sprawdzenie, czy przypadkiem forfiter nie ukrywa się tutaj przy brzegu ;)


brat podziwia traktur :P i szuka Red Rocka


bananowy szczyt w otoczeniu różnokolorowego szkła


na turka


na kucka


kwiatek


źrodło na oko czystej, na nos bezwonnej i na dotyk zimnej wody


pomarańczowy zawsze pasował do niebieskiego ;)

Do CZECHowic ;)

Piątek, 20 sierpnia 2010 · Komentarze(0)
Kategoria rowerowanie
Z powodu późnego śniadania nie było sensu zabierać się za konstruowanie obiadu. Wynikiem tej sytuacji stał się rower. Niestety na horyzoncie nie pojawiał się żaden charakterystyczny znak, który mógłby wskazać drogę. Z pomocą przyszła temperatura za oknem. Skoro było upalnie, a słońce sobie pozwalało, należało skierować się w miejsce zaprzyjaźnione z dużą ilością mokrej wody.

Miejscem przeznaczenia stały się Czechowice. Osiągnięcie celu nie było zbyt wymagające, chociaż wiatr czasami przypominał o swoim istnieniu dając placka w ryj na opamiętanie ;). Woda na Czechowicach dość zimna (temperatura zmierzona za pomocą palca :P), ale za to bardzo klarowna, co ucieszyło moje paczydła i zachęciło do szybkiego (póki jest pogoda) powrotu w te strony.

Po godzinie relaksacji powrót do domu, chociaż masakrycznie nie chciało mi się ruszać dupy ;). Dzień zakończony (ostatnio tradycjynie) grillem na bogato :>.

salut!


lustereczko


czechowicze


panorama jeden


panorama dwa

Ulicznicy 2010 - Fire and Drums Days

Poniedziałek, 16 sierpnia 2010 · Komentarze(0)
Kategoria rowerowanie
Od początku dnia tylko krótkie przejazdy, dlatego myślałem i miałem nadzieję, że wpiszę to sobie w short tripach ;). Stety nie mogłem, ponieważ, dlatego, bo oprócz oddawania aparatu pod multikinem i pilnowania naxowej meridy pod palantem, wyruszyłem w nocny trip do Gliwic.

W składzie Sandra, bracik i ja pomknęliśmy sprawdzić co ulicznicy mają nam do pokazania. Gdy nasze oczy i serca nagrzały się od ognia, a nogi zaczęły zbyt głęboko wchodzić do dupy postanowiliśmy wracać. Z tego też powodu odpuściliśmy występ takich grup jak Polish Maj Staff oraz Ogólnopolski Mroczny Teatr Mrocznych i Złych Mrocznie Tańczących na Mrocznych Zgliszczach Mrocznych Wojowników Mrocznych Ognistych Płomieni "Mroczne Białe Myszki" jednak widzieliśmy m.in. Mojito Konga, Margheritę i Dzieci Ognia ;).
Droga do Gliwic i z powrotem pusta i spokojna, została pokonana ze średnią 16km/h. To oczywiście zmęczyło niemiłosiernie i ufundowało darmowy ból zadku :P.







depeszowa 101

Wtorek, 10 sierpnia 2010 · Komentarze(0)
Kategoria rowerowanie
Dzień nie potrafił, chociaż nie, to ja nie potrafiłem się zacząć ;p. Objaw bardzo normalny, gdy śpi się za długo. Było słonecznie, ale nie gorąco, w sam raz żeby coś porobić. Szkoda było marnować tak dobrą pogodę na rower, a tym bardziej na jeżdżenie bez celu.

O godzinie 14 postanawiam bryknąć się z bracikiem na Pławniowice. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy serwisowe w tym antyścianowce w postaci sznikersa, banana i jagodzianki i wyruszyliśmy w drogę. Dobra jazda z jeszcze lepszymi braterskimi zmianami. Ostatnio w nawyk weszło Michałowi robienie za sobą "próżni" ;), a przez brak licznika czasami nie zdaje sobie sprawy z tego jak ciśnie ;>. Myślę, że gdyby nie rzeźbienie przez Maciejów i budowę A1, to udałoby się w 1h zajechać na miejsce. Na pławkach więcej ratowników niż luda w wodzie, do której oczywiście nie weszliśmy. Podczas leżenia na trawie doszliśmy do wniosku, że to dobry dzień żeby pyknąć sobie setkę ;), tym bardziej, że kolega miał urodziny ;P. Po godzince leżenia niechętnie wrzucamy swoje ciała na rowery, ale tak to już jest, jak się dojechało, to trzeba wrócić. Droga nazot pomimo większej ilości podjazdów wykonana w tym samym tempie co wcześniej. Znów bracik sobie pozwala, w pewnym momencie daje mi taki tunel, że jedziemy 44km/h , a ja kręcę bez żadnego wysiłku :>, superaśna sprawa. Po powrocie w domowe okolice odwiedzamy solenizanta, oglądamy zachód słońca, jedziemy na nietoperzowy staw, a na koniec spotykamy koksownie Jadzie :).

Pod domem uderza w nas piękna, depeszowa sto jedynka, co rysuje bananowe rogale na naszych dziobach :D. W nagrodę i całkiem przypadkiem dzień kończy się piwkiem w gronie znajomych. W ogóle cała trasa obfitowała w spotykanie ludzi, z którymi dawno się nie rozmawiało, co po zjedzeniu zupy kalafiorowej i pierogów z mięchem pozwolilo zasnąć w bardzo pozytywnym nastroju ;].

PS skoro depeszowa 101, to śpiewająco stwierdzę, że ciągle mi mało :P



meridka odpoczywa


szuszenie koszulin


koło koło banana


zachodek


bo kobieta musi być niższa od mężczyzny ;)


bo lubie konturówki ;P


ona ma siłę oraz nieleczoną anginę

Tour de Pologne (Katowice)

Wtorek, 3 sierpnia 2010 · Komentarze(3)
Kategoria rowerowanie
Ustawiłem się z naxem na wizytację Katowickiego etapu Tour de Pologne. Oczywiście trzeba było czekać na gałgana przez co jeszcze przed wyjazdem dopadła nas ulewa. Jednak przygotowani na nią psychicznie i fizycznie ruszyliśmy w stronę końca Świata, gdzie ponoć mieli pojawić się kolarze ;).

Do Chorzowa włącznie jechaliśmy w deszczu miło chłodzącym nasze rozgrzane głowy i łydki. Tam na jednym z podjazdów nax wykonuje najbardziej profesjonalną glebę tego sezonu. Jedzie przede mną i w momencie, gdy przecina tory tramwajowe postanawia zamienić się w szynobike. Transformacja była krótka, ponieważ po chwili znów chciał stać się rowerem. Druga przemiana została okraszona iskrami, krwią i lakierem z ramy. Na szczęście pad był bardzo udany (nax zdolny do jazdy), więc po krótkim serwisie (odblokowanie kierownicy za pomocą kopa :P) i rozdaniu kilku autografów przerażonym klientom Żabki ruszyliśmy dalej ;).

W Katowicach tłumy, ulice poblokowane, chodniki zapełnione, więc za jazdę obieramy sobie z bratem torowisko, aby dostać się pod SCC. Do centrum dojeżdżamy przed czasem i na pierwszą miejścówkę obieramy rondo przy Korfantego. Tam pierwszy raz w życiu widzę peleton. Fajni kolorowi są i niestety szybcy! Śmignęli tak szybko, że nie zdążyłem się skupić chociaż na jednym rowerze :P. Na szczęście jeszcze 8 pętelek przed nimi, więc trochę okazji będzie. Co przejazd peletonu zmieniamy miejsce obserwacji, leci jedyny bidon tego dnia, niestety łapie go jakiś gościu ;(. Na wyjściu z ronda w stronę Sosnowca kilka razy udaję nam się jechać równolegle i prawie równo ;) z peletonem, super widok i uczucie! W końcu można popatrzeć na nich dłużej niż 2 sekundy i skupić się na konkretnych kolarzach ;p.

Gdy Tour dobiega końca obieramy kierunek Zabrze. Bez żadnych telemarków docieramy do domowego miasta, gdzie kończymy dzień z włochatymi kolegami z puszczy. Szkoda, że tylko jedno spotkanie z TdP, na szczęście nax nadrabia za nas. Mam nadzieję w przyszłym roku się poprawić.

PS niestety liczba zdobytych bidonów to okrąglutkie ZERO :(. Szkoda.

oczekiwanie na peleton


krwawo, narodowo, livestrongowo na Tour de Pologne


jadą miliony monet tzn. złotych ;)


peleton